spotkanie z niezwykłą Dziewczyną

 Witajcie Kochani!!! 



Witam Was z zacisza mojego balkonu. Piękna pogoda, sobotni poranek, więc czas na kolejną na moim blogu Grubą Historię. Zasiądźcie więc wygodnie w fotelach i poznajcie dzisiejszą bohaterkę, a jest nią...

Fatima.

"Mam na imię Fatima. Z otyłością walczę od nastolatki, ale prawdziwe problemy zaczęły się w szkole zawodowej. Zanim poddałam się operacji ważyłam 140 kg przy wzroście 165 cm."










Ładna dziewczyna ta nasza Fatima, nie? Przyciąga wzrok. Ale miałam nie rozpraszać, więc wracamy do opowieści...

"Z zawodu jestem kucharką, więc praktycznie wszystko, co przygotowuję, muszę spróbować. Mój mąż uwielbia fast-foody i zaraził mnie miłością do nich. To sprawiło, że w wieku 16 lat zaczęłam tyć, a kończąc 18 lat ważyłam ponad 100 kg. Wiecie, co jest w tym najgorsze? Że wcale nie widziałam problemu w tak dużej wadze. Kiedy w wieku 21 lat wychodziłam za mąż, waga wskazywała już 120 kg. Mojemu mężowi to nie przeszkadzało, ale coś mnie wtedy tknęło i chciałam schudnąć. Zaczęłam więc jeździć do dietetyka do Poznania. Efekt kuracji - ze 120 kg schudłam do 94 kg w ciągu pięciu miesięcy."




Ja też miałam przyjemność schudnąć parę kilogramów na diecie, ale co z tego, skoro po odstawieniu kilogramy wracały do mnie ze zdwojoną siłą...

"Mimo stosowania diety, waga znów ruszyła w górę - i tak skoczyła do 135 kilogramów w ciągu następnych kilku miesięcy..... Z jednej strony było mi wsio jedno, a z drugiej - bardzo pragnęłam dziecka, a przy takiej wadze zajście w ciążę było niemalże niemożliwe. Rok 2013 był przełomowy. Zgłosiłam się do szpitala w Poznaniu na badania, co by sprawdzić, czy są jakieś szanse na bycie mamą. To pragnienie było tak silne... Wtedy usłyszałam wyrok: jeśli nie schudnę, to lekarze nic nie pomogą. Taka waga to duże obciążenie, zagrożenie dla matki i dziecka i w ogóle. Wtedy postanowiłam działać."


Sama pamiętam, jak staraliśmy się o naszego Syna. Policystyczne jajniki, otyłość - błędne koło... Ale się udało ;-)


"Zaczęłam szukać informacji o chirurgii bariatrycznej. Skoro diety nie dały rady, to może w ten sposób się uda zrzucić zbędne kilogramy i zostać mamą. Czytałam dużo artykułów, rozważałam wszystkie ZA i PRZECIW operacji już zanim podjęłam ostateczną decyzję. Doszłam do wniosku, że jesli nie spróbuję, to nie będę wiedzieć, czy to mi pomoże. I tak znalazłam lekarza w Łodzi, zadzwoniłam we wrześniu 2013, a pierwsza wizyta była w grudniu 2013. Żeby być fair w stosunku do najbliższych, zawiadomiłam rodziców o podjętej przeze mnie decyzji. To właśnie tata zawiózł mnie na tę pierwszą wizytę. Po drugiej dostałam termin operacji - na 21.07.2014r."


Właśnie minął rok :-) Przyznam, że sama nie wiem, kiedy minął ten czas u mnie, kiedy nie dotknęły mnie żadne powikłania, a co dopiero ma powiedzieć Fatima, która niestety ich doznała...

"Tego dnia przeszłam operację ominięcia jelitowo-żołądkowego, nie chciałam opaski. Po samej operacji czułam się super. Już wieczorem tego samego dnia chodziłam po szpitalnym korytarzu. W piątek, po czterech dniach, miałam badaną szczelność - wszystko było w porządku, w poniedziałek wypisali mnie do domu. Było dobrze ze 4 dni. Niestety, którejś nocy idąc do łazienki zauważyłam, że jestem cała we krwi. Rano szybko do lekarza, szpital, a on na to, że dobrze, że mi to wyleciało i założył mi sączek. I tak po tygodniu pojechałam na zdjęcie szwów, a zaraz po tym na wesele. Wybawiłam się super, ale zaczęły się problemy z jedzeniem. Byłam dość aktywna, opalałam się, jeździłam na basen, ćwiczyłam - byłam naprawdę zadowolona. Po miesiącu było mnie mniej o 20 kg. W połowie września źle się poczułam, wymiotowałam krwią. Mąż i mama zawieźli mnie do szpitala - badania wykazały odwodnienie i bakterie w moczu. Dostałam kroplówki, a na drugi dzień zadzwoniłam do lekarza, który mnie operował. Kazał natychmiast przyjechać. I tak w Łodzi zrobili mi gastroskopię. Niestety, okazało się, że wężyk od laparoskopu nie chciał przejść i balonikiem mi stopniowo poszerzali balonikowaniem. I już było dobrze - jakieś 3 tygodnie później zaczęły drętwieć mi nogi. Poszłam do lekarza rodzinnego, który stwierdził, że to przez brak witamin. Przyjęłam do wiadomości. Ale okazało się, że na tym się moje cierpienia pooperacyjne nie skończą. Idąc po siostrę do przedszkola spadłam ze schodów i nie wstałam o własnych siłach. Zawieźli mnie do szpitala, a tam stwierdzili neuropatię kończyn dolnych i górnych i kamicę nerkową. Dali mi leki, co bym wróciła do domu o własnych siłach. Ciężko było wrócić do pełnej sprawności - nawet podniesienie kubka było dla mnie wielkim wysiłkiem. W styczniu 2014 zaczęłam 4-tygodniową rehabilitację w Pleszewie. Wyszłam stamtąd o lasce, a po krótkim czasie miałam badania w Poznaniu. Tam się okazało, że do neuropatii mogę dopisać sobie jeszcze porfirię - jakby tego wszystkiego było mało..."


Współczuję, serdecznie współczuję Ci, Kochana. Tyle cierpienia na jedną Kobietę to za dużo.

"Dzisiaj mam problemy z jedzeniem, ale jest już lepiej. Jem trochę mięsa, ziemniaki, ale za to nie jem jaj, pieczywa, mleka i serów. Na śniadanie kawa, do kolacji sok pomidorowy, obiad według uznania. Dzisiaj ważę 67 kg i jestem mimo wszystko szczęśliwa. Chociaż było mi trudno i tyle powikłań za mną, to decyzji bym nie zmieniła. Co prawda macierzyństwo jeszcze musi trochę poczekać, ale wszystko przede mną. Moja historia nadal trwa."












Tak. To historia, która ukazuje, że życie po operacji nie zawsze jest różowe i usłane pachnącymi kwiatkami. To także komplikacje, często zagrażające naszemu życiu. Dlatego bardzo dziękuję Fatimie za te słowa. Myślę, że dla Was to też ważne dowiedzieć się o nieco ciemniejszych odcieniach pooperacyjnych.

Pozdrawiam Was bardzo ciepło,

PeeS. Historia Fatimy oraz zdjęcia zostały opublikowane za jej zgodą i po uprzedniej autoryzacji posta.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

moja walka o lepsze jutro © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka